czwartek, 15 grudnia 2016

Baton Toms Yankie

Jak nie urok, to przemarsz wojsk... Dzisiaj obudziłam się z przeziębieniem. Cytując klasyków, zawsze kuhwa coś...

Dlatego też zanim katar pozbawi mnie możliwości dokładnej oceny spożywanych produktów, przedstawiam Wam baton Yankie. Poczułam się w obowiązku zrecenzować coś, czego na bank nie można nabyć poza Skandynawią, więc capnęłam klasycznego Yankiego. Występuje jeszcze wersja pomarańczowa oraz lukrecjowa (oczywiście!). Z pomarańczową być może się zapoznamy w niedalekim czasie, z lukrecjową z całą pewnością nie. A już na pewno nie za moje własne piniondze. 

Historia powstania tego duńskiego Marsa jest dość ciekawa. Otóż powstał on po II Wojnie Światowej, na zlecenie dowództwa wojsk amerykańskich stacjonujących w Niemczech. Amerykanie sprytnie wykoncypowali, że z logistycznego punktu widzenia łatwiej będzie karmić swoich żołnierzy batonami, które nie muszą przepływać przez ocean, tylko przejadą się kilkaset kilometrów ciężarówką. Firma Toms, która opracowała tę odpowiedź na Marsa (jankesko brzmiącą z nazwy), szturmem zdobyła serca zarówno hamerykanskich wojaków jak i duńskiej młodzieży. Stąd też Yankie sprzedażowo bije na głowę oryginał, bo ostatecznie w Danii był pierwszy. No i do tego jeszcze swój!


Baton Toms Yankie w tym roku obchodzi 70-tą rocznicę powstania, w związku z czym wypuszczono specjalną, retro edycję opakowań. Żeby nie pozostawiać wątpliwości odnośnie czasu i okoliczności, w jakich zrodził się pierwowzór, przy nazwie przycupnięto pin-up girl. Oklepane, ale w sumie całkiem zgrabnie to się prezentuje. Batonik waży 40g, więc jest raczej mikry i tak też właśnie się prezentuje po wyjęciu ze sreberka. Wygląda jak taki trochę grubszy i krótszy Twix. W przekroju widać, że poskąpili czekolady, karmel jakiś taki blady, ino nugat prezentuje się identycznie jak w Marsie. Zapach Yankie jest ocipiająco wręcz słodki i sztuczny. Od tego miejsca, raczej nie miałam wątpliwości z czym mam do czynienia.


Zanim przejdę do sedna, czyli smaku, nadmienię, że nie lubię Marsów. Nawet, kiedy za dziecka uwielbiałam wszystko co słodkie (a im słodsze tym lepsze), nie jadałam powyższych. Mogę wziąć małego gryza. Albo zjeść jednego marsowego cukierka. Ale jako batony, są dla mnie tak obleśnie zamulająco, zalepiająco słodkie, że aż mnie wzdryga, jak ktoś obok mnie wcina Marsa.

Z lekkim przerażeniem spróbowałam tego duńskiego specyfiku i, jak się okazało, słusznie, bo okazał się jeszcze okropniejszym Marsem. Z początku myślałam, że będzie kiepsko, bo czekolady niewiele. I chwała Bogu, bo polewa okazała się przesłodkim, proszkowym wyrobem czekoladopodobnym. Karmel nie dość, że blady, to bardziej zwarty i gumowy niż w oryginale, na dodatek w ogóle się nie rozpływał i nie ciągnął. Nugat lekko bardziej puszysty niż Marsie, troszkę jakby zbliżony do Milky Way'owego wnętrza.


Całość nieziemsko słodka i naprawdę, ale to naprawdę kiepska. Dobrze, że był taki mały, bo naprawdę trudno było mi się z nim rozprawić. Idealny dla wszystkich fanów zapychających, chemicznych, tanich słodyczy (@pani_chrup? ;) ).

 Ostateczna ocena:
1+/5*

*Zjadłabym, tylko jeśli umierałabym z głodu.

17 komentarzy:

  1. A ja obecnie mam jak ty natomiast kiedyś było zupełnie inaczej. Moja tolerancja na słodkie była wysoka. Ba! Potrafiłam zjeść 3 milky waye na raz! (Dzięki Ci Boże, za dobre geny i metabolizm). Teraz po połowie mam dość, jestem tak zapchana, że nie ma szans, abym zjadła na jednym posiedzeniu całego. Pewnie więc tu miałabym podobny problem. Ale ja to ogólnie jestem baaaardzo ciężkim do zadowolenia klientem dla producentów batonów, bo po prostu ich nie lubię. Co innego wafelki przełożone kremem, lekkie i przyjemne. Wielkim, słodkim i tłustym batonom zazwyczaj odmawiam więc jak związek partnerski to z waflem. Ten bym spróbowała z ciekawości, więc na pierwszą randkę z nim bym się wybrała, a jakże. Karmel, nugat brzmią bosko - pierwsze wrażenie super. Jednak dłużej znajomości raczej nie przewiduję. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś musi być na rzeczy z tym wyrastaniem ze słodkolubności! ;)
      Jeszcze kilka lat temu powiedziałabym, że uwielbiam batony i wafle (a batony nawet MOAR), ale ostatnimi czasy dochodzę do wniosku, że jadam je już chyba tylko z sentymentu. Zawsze pierwszy gryz jest fajny, a ten ostatni to taki na dopych. ;)
      Osobiście nie sądzę, żeby Twoja randka z Yankie'm (hyhy) okazała się udana. Ale jak to mawiajo, miłość jest ślepa! :D

      Usuń
  2. Łe jej a tak pięknie i apetycznie wygląda :/ Haha nawiązanie do Pani Chrup mistrzowskie xD
    Znów zdrówka życzymy :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. że niby jestem tania>? Pfff... obrażam się :P ale batona i tak bym zjadła xD Cóż poradzę, więcej przecukrzonych słodyczy dla mnie <3 ale za metaforę się pogniewałam- nie lubię wszystkich tanich słodyczy typu no-name bo są nie smaczne i obleśne, ale te smaczne i dobrej jakości- jak najbardziej. Choć i za czystą milką nie przepadam. Wychodzę xD

      Usuń
    2. pani_chrup! Ej no nieeee no, weeeeź! Nie ma obrażania, absolutnie nic złego nie miałam na myśli! Po prostu po wnikliwej analizie stwierdziłam, że Tobie mógłby się taki przesłodzony baton spodobać. :) Ale skoro Milka Ci nie podchodzi to ja już sama nie wim. xD
      Ale tak serio, to soraski, jeśli jakkolwiek uraziłam Twą godność. Wybacz miiii. :'(

      Usuń
    3. oj no dobra... wybaczam xDD Lubię się jak się mnie przeprasza :D A na serio, no coś Ty! Nie uraziłaś mej godności, choć nie powiem certyfikatu Twojego mogę pozazdrościć bo ja już na zawszę pozostanę na poziomie odczuć mych plebejskich i tanich kubków smakowych ^^" To bardzo miłe, że to właśnie ja Ci się skojarzyłam i nawet o tym wspomniałaś <3 I nie oszukujmy się, sama opiewam nad poziomem słodkości, który mi nie straszny, a potem się dowalam :D To pewnie przez te skoki cukru we krwi xD Myślę, że bym się rozkochała w tym bezczelnym cukrze bo marsy i zwłaszcza Snikersy to ja kocham <3 Milka chyba mi się przejadła i drażni mnie jej przesłodzony i alpejski akcent... ale to być może kolejna enta nowa przerwa by żreć ją ze zdwojoną siłą :) Milego dnia słodziaku! :3 ;)

      Usuń
    4. E tam zaraz "plebejskich kubków smakowych" - po prostu nie są one wymagające :) Z drugiej strony jak przesłodzona Milka jest dla Ciebie za słodka to być moze jest to oznaką, ze coś się zmienia... choć być może rzeczywiście to jest tylko przerwa :) Jakby nie było zawsze będziesz nasza kochaną Panią_chrup :D

      Usuń
    5. aj Beata, a Ty jak zawsze bawisz się w adwokata xDD Nie jest za słodka- źle mnie zrozumiałaś ;) Drażni mnie jej przesłodzony specyficzny posmak :D Tak jak z sezmamem - bardzo go lubię, ale czasami jego goryczka mi zawdza ;) Dziękuję Nasza kochana zawsze Beatko :D

      Usuń
    6. pani_chrup, od razu mię lżej na sercu. ;) Obiecuję, że kiedyś dotrze do Ciebie ten król zamulającego przesłodzenia (aż mnie kusiło, żeby na pisać, że kiedyś zrobię Ci dobrze Yankie'm, ahahaha, co za niewysublimowany żart. xD xD xD). W ogóle "alpejski akcent", wytłumacz mi, proszę, cóż to takiego, bo moje neurony nie ogarniają, chociaż bardzo im się to określenie spodobało. :D

      Usuń
    7. alpejski? To coś więcej niż mleczny! Z taką iskierką przejaskrawienia, mleczności, kremowości, przesłodzenia- nosz kurde taki niepodrabialny, mulisty! Serio nie czułaś tego nigdy? :D Hahaha no coś Ty! Mi wystarczą Twoje dokładne recenzje :) Nic nie obiecuj kochana :) Hahaha dobrze? Nawet tak mi nie mów :D Suchary w moim klimacie - nigdy nie wybędę się w ten sposób plebsu z siebie xD :D Trzymaj się :)

      Usuń
    8. Pani_chrup a Ty spryciulo! Nie wiedziałyśmy, że Ty blogi też obserwujesz xD Myślałysmy, że zaszyłaś się tylko na IG xD Dobrze, że nic głupiego nie napisałyśmy xD xD xD

      Usuń
    9. kobiety! Ja mam wszystko w jednym paluszku! A Blogi przeglądam minimum 1, 2 razy dziennie! Strzeżcie się xD

      Usuń
    10. Ahahaha, no zrobiłyście mi dzień, kobiety. :D
      Pani_chrup jako cicha podglądaczka, hahahaha, nie mogę. xD

      Usuń
    11. oj możesz, możesz :D Wcale nie cicha! Często wspominam to na IG i w rozmowach :D

      Usuń
  3. Coś pod koniec roku nie masz szczęścia :( Wierzę jednak, że tak go kończysz by nowy był o wiele lepszy a ty zdrów jak rybka ;) I tego zdrowia, szcześcia z całego serca Ci życzę ;)

    Ciesze się, że w recenzje wplotłaś trochę historii - lubię takie ciekawostki :) Jeśli chodzi o sam baton no Mars jest niewiele większy bo ma ok 45-47g ale ten "twór" nawet nie wygląda smacznie - jakby był z plastiku ;/ Powinien być wdzięczny za tego plusa bo nie wiem, czy ode mnie i jego by otrzymał ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pechowy ten finisz, dlatego w pokładam wielkie nadzieje w 2017. :)

      O! Właśnie określenie "jakby był z plastiku" wspaniale do niego pasuje, szkoda, że sama na nie nie wpadłam! ;)

      Usuń
    2. Przyszły rok musi być lepszy nie ma innej opcji :)

      I tak świetnie go opisałaś :)

      Usuń